SPŁYW PRZEŁOMEM DUNAJCA- podhalański zawrót głowy…
Poniedziałek, 20 Lipiec 2009 07:56
Są takie miejsca na Podhalu, które przyprawiają o zawrót głowy. I nie jest to spowodowane wysokimi cenami czy też tysiącami metrów n.p.m. Wręcz przeciwnie- spokojny nurt rzeki, prażące słońce, dużo poczucia humoru i… traci się orientacje. To oferuje nam Dunajec. 
Dzięki uprzejmości prezesa Stowarzyszenia Flisaków, pana Jana Sienkiewicza, miałem przyjemność uczestniczyć w jednej z najpopularniejszych atrakcji Podhala. Bo do takich bezapelacyjnie należy impreza znana szerzej pod nazwą spływu przełomem Dunajca. Jest do dosłownie spływ turystów tratwami, wraz z nurtem głównej górskiej rzeki regionu- majestatycznego Dunajca, pod opieką swoistego rodzaju przewodnika wodnego- flisaka.
Meandry Dunajca.
Trasa spływu zaczyna się w miejscowości położonej niedaleko Sromowiec Niżnych. Są to Kąty i właśnie tam znajduje się przystań tratw flisackich. Przybyłych turystów wita muzyka góralska, podczas gdy tratwy leniwie oczekują na swoich Gości, wygrzewając się w słońcu. Do każdej grupy osobiście podchodzi flisak, który będzie indywidualnym przewodnikiem po zakolach Dunajca i prowadzi swoją grupkę do tratwy, na której czeka pomocnik.

Spływ wiedzie korytem rzeki przez Pieniński Park Narodowy, znany z pięknych skał wśród zieleni, powstały w 1932 roku. Dunajec jest rzeką graniczną między Polską a Słowacją, więc przez większą część drogi można podziwiać podobieństwa i różnice brzegów znajdujących się po obu stronach rzeki, a należących do innych państw. Wbrew pozorom nie różnią się one aż tak bardzo. Może z wyjątkiem niektórych drzew po stronie naszych sąsiadów. Tam drzewa nie rosną obok siebie, a jedno wyrasta z drugiego. Może właśnie dlatego wydaje się, że Słowacja jest bardziej zielonym krajem?
Wodny szlak jest niezwykle kręty. Mijane szczyty i skały Pienin, jak Trzy Korony czy Sokolnica, pojawiają się to znikają, nagle znowu można je podziwiać z innej strony i na innym brzegu. Zawrót głowy… Jest to powodem do swoistej zabawy flisaków, w którą wciągają gości swojej tratwy. Nasz opiekun, pan Wojciech Kowalczyk (nie mylić z piłkarzem) raz po raz zadawał podchwytliwe pytania, z której strony miniemy daną skałkę. I wbrew pozorom odpowiedź nigdy nie jest oczywista, gdyż nie sposób tego odgadnąć. Dunajec jest tak kręty, że nie wiadomo kiedy rzeka nagle wpadnie w skalisty zakręt. A okoliczne góry zdają się w niewytłumaczalny sposób orbitować wokół tratwy kołysanej spokojnym nurtem Dunajca, niczym elektrony wokół jądra atomu, powodując kompletną dezorientację.

Zabawa w odgadywanie meandrów tej rzeki jest nie tyle pasjonująca, co kosztowna- kto źle odpowie, ten stawia piwo. Kto nie odpowie i wstrzyma się od głosu… lepiej o tym nie pisać. A z flisakiem nie ma żartów- w czasie spływu od niego wszystko zależy, więc lepiej mieć go po swojej stronie.
Wyjątkowi wśród górali.
Flisacy nie są zwykłymi góralami podhalańskimi. Uważają się za bardziej nobilitowanych. Flisak nie powie o sobie po prostu „góral”, czy „gazda”, jak nie raz są tytułowani przez przybyszów z kraju. Oni są flisakami, a to coś znaczy. To znaczy bardzo wiele, bo nie każdy może zostać flisakiem. Przede wszystkim trzeba mieć dziadka i ojca, którzy zajmowali się ta profesją. Ale to zbyt mało. I ojciec i dziadek muszą być kawalerami. Tak, to prawda- każdy flisak jest kawalerem i każda turystka wsiadająca na tratwę powinna o tym pamiętać. To cenna informacja. Co prawda pan Wojciech, gdy o tym opowiadał, uśmiechał się dziwnie badając nasze twarze, ale nikt nie miał ochoty spytać, czy to rzeczywiście tak jest.

Życie w stanie wolnym to jednak nie wszystko. Żaden przybysz z kraju nie zostanie flisakiem, choćby przedstawiał niezliczone patenty żeglarskie, jeśli nie będzie przynajmniej przez trzy lata zameldowany w jednej z pięciu osad flisackich. Należą do tej liczby Sromowce Niżne i Wyżne, Szczawnica, Krościenko oraz Czorsztyn. Dopiero po spełnieniu tych warunków można podjąć szkołę, przechodząc stopie od tzw. trzeciego (na tratwie), przez pomocnika do flisaka, który ma prawo wybrać sobie pomocnika. Szkoła flisacka trwa- bagatela- osiem lat.
Wszystkie te wymogi sprawiają, że zawód ten jest niezwykle nobilitującym na Podhalu. To, że flisakiem nie może być każdy, sprawia, że przebywanie w towarzystwie flisaka jest nie tyle interesujące ze względu na jego wiedzę i nieraz frywolną, wrodzoną osobowość, ale wręcz magiczną atmosferę, jaką wywołuje wspólny rejs tratwą z kimś wyjątkowym. No i jest niezwykle zabawnie…
Sama profesja flisaka jest zajęciem sezonowym i z tego powodu- dodatkowym. Flisakami są miejscowi nauczyciele, artyście malarze i rzeźbiarze, a także studenci i młodzież, która zamiast wyjeżdżać na wakacje do pracy za granicą, poświęca się kultywowanemu z dziada i pradziada zajęciu. Bo często zdarza się, że pomocnikiem flisaka jest ktoś z jego rodziny. Tak było na łodzi pana Wojciecha, któremu w kierowaniu spływem pomagał syn.

Długa tradycja- rybacka geneza.
Tradycja spływu przełomem Dunajca sięga 177 lat. Okres ten datowany jest na podstawie pierwszych zachowanych zapisków na ten temat. Jednak spływy prawdopodobnie odbywały się wcześniej, tyle że niemal na pewno nie w turystycznej formie. Bo obecne oblicze spływu wywodzi się od- i tu ciekawostka i niespodzianka- rybaków. Wbrew obiegowej opinii, to nie spływy drewna nurtem rzeki dały początek tej atrakcji turystycznej. Drewno było spławiane od dalszego odcinka Dunajca, na wysokości co najmniej Krościenka. Natomiast przełom Dunajca opanowali ówcześni rybacy, głównie ze wsi Sromowce Niżne, którzy w nurtach górskiej rzeki łapali pstrągi i klenie. I to właśnie rybacy byli pierwszymi przewodnikami protoplastów dzisiejszych turystów od XIX wieku. Na trasie można zobaczyć pozostałości po ich pracy- odymione stropy jaskiń nad brzegami, w których nocowali, chronili się przed deszczem, suszyli drewno.
Obecnie połowy ryb w Dunajcu na odcinku należącym do Pienińskiego Parku Narodowego są zakazane.
Wzdłuż spływu biegnie, po słowackiej stronie, ale budowana przez Polaków przed pierwszą wojną, droga łącząca uzdrowiska. Obecnie jest to niezwykle popularna trasa rowerowa.

Spływ organizowany jest już od 177 lat, natomiast Polskie Stowarzyszenie Flisaków Pienińskich na Rzece Dunajec istnieje od 1934 roku. Jego zadaniem jest dbanie o korytu rzeki oraz regionalny, unikalny charakter tej atrakcji.
Trochę faktów.
Trasa spływu liczy osiemnaście kilometrów, z możliwością dodatkowego przepłynięcia odcinka ze Szczawnicy do Krościenka. Jest ona jednak mniej atrakcyjna. Na jedną tratwę wchodzi około dziesięciu osób, które zajmują trzy rzędy (pierwszy- wybiera wodę z łodzi, drugi- ma zabawiać śpiewem, trzeci- jak tratwa wpłynie na mieliznę, ma ją spychać na głęboka wodę). Sama tratwa jest prowadzona przez flisaka i jego pomocnika za pomocą drewnianych drągów. Kij taki zwie się „spryska”, bo pryska wodą na pasażerów. Jedna tratwa dziennie odbywa jeden lub dwa kursy. Możliwe jest wykonanie trzech, ale nie więcej. Dziennie z tej imprezy w sezonie korzysta 4- 5 tysięcy osób.

Zadawałem sobie nie raz pytanie, co się dzieje z łodziami i flisakami, jak tratwę opuszczą turyści. I doczekałem się odpowiedzi- są one niezwykle sprawnie ładowane na samochody ciężarowe i zawożone do stacji początkowej. Z wody łodzie wyciągane są przemyślnym wyciągiem. Natomiast flisacy udają się na posiłek do pobliskiej karczmy. Ci, co skończyli już pracę piją piwo, ci, co jeszcze będą spływać- oranżadę. Stowarzyszenie i sami flisacy, we własnym gronie, zwracają szczególną uwagę na trzeźwość w pracy. Dlatego spływ przełomem Dunajca jest niezwykle bezpieczną imprezą dla całej rodziny, nawet dla najmniejszych bobasów, które należy chronić jedynie przed działaniem słońca. Przez niemal dwieście lat działalności nie zdarzył się tu żaden tragiczny wypadek. Jeśli chodzi o polskich flisaków. Z powodzeniem więc należy stwierdzić, że spływ ów jest najbezpieczniejszą formą komunikacji i transportu.
Nie tylko dla spokojnych.
Spływ utożsamiany jest często ze spokojnym rejsem po zakolach Dunajca wśród skalnych ścian wapiennych Pienin. I wiele w tym racji. Jednak taki stan rzeczy można napotkać w czasie upalnej pogody, przy niskim stanie wody. Nie można zapominać jednak, że Dunajec jest górską rzeką. W czasie opadów czy burz, jego nurt wzrasta, a ze ścian skalnych spływają potoki i siklawy rwącej wody, tworząc wezbrany tunel kipiącej rzeki. W takich warunkach flisacy również pływają bez uszczerbku na bezpieczeństwie. Czasem z resztą nie ma wyboru- spływ trwa nieraz ponad dwie i pół godziny. Biorąc pod uwagę, że pogoda w górach może zmienić się z minuty na minutę, prawdopodobieństwo dotarcia do stacji końcowej w strugach deszczu przy akompaniamencie grzmotów i iluminacji piorunów, jest zawsze duże. Ale bez obaw- w tym stromym terenie pienińskich skał rzeka jest najbezpieczniejszym miejscem w okolicy. Dlatego jedną z najważniejszych zasad udziału w spływie jest posiadanie (bez względu na pogodę) w plecaku czegoś przeciwdeszczowego. Jeśli tego nie mamy, flisak aby chronić nas od deszczu, gotów przewrócić tratwę do góry dnem, by się pod nią schronić…

Również flisacy nie koniecznie i nie zawsze są spokojnymi, dostojnymi, autorytatywnymi opiekunami rejsu. Ich wszechstronność i góralska natura z łatwością pozwala im się bezbłędnie dopasować do pasażerów, których przewożą. I tak, dla miłośników historii są jej pasjonującymi profesorami, dla frywolnej młodzieży są niezrównanymi kompanami, dla dzieci potrafią przeistoczyć się w fachowych pedagogów i pouczać przez zabawę. A gdy trzeba milczeć przy zakochanych, milczą… Sprawia to, że spływ przełomem Dunajca jest frajdą dla każdego, nawet najbardziej wymagającego turysty.
Łukasz Razowski
| Komentarze |
|
3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."
| < Poprzednia | Następna > |
|---|
Podobne artykuły
| Napisz do nas-Zgłoś Błąd lub Naruszenie-Archiwum-Reklama w Serwisie-Regulamin serwisu-RSS |
Polecamy Program Intuica - Księga Handlowa
NowePodhale.pl - Wszelkie prawa zastrzezone



