Napić się każdy musi, chyba że baba. A babie – też nie zaszkodzi! [ŚWIĘTO PUBLICYSTYKI]

Najdziwniejsze jest to, że większość naszych rodaków nie pije dla smaku. I nawet jest to całkiem logiczne: nie piliby wówczas denaturatu oraz innych win za 2,69 zł. Ani piwa, w którym smak dolewanego spirytusu da się wyczuć już przy pierwszym łyku. Nie sączyliby także do ostatniej kropli piwa z puszki, które dzięki alkoholowi rozpuszczającemu aluminiowe ścianki – smakuje pod koniec jak oliwa. Po prostu – pijemy dla „klepy”.

Kolejnym ciekawym paradoksem jest to, że zawsze ludzie muszą mieć okazję do picia. Nie mogą się napić, bo mają ochotę. Taka tradycja. Ale że z ochotą zrobić się nic nie da, prowadzi to do kolejnych paradoksów: toastów wznoszonych na bulwarach piwem puszkowanym za 1,25 zł (jest takie!), w różnych dziwnych intencjach. Na przykład za to, żeby więcej już nie pić. Albo za zdrowie wszystkich po kolei, chociaż na zdrowie nie wychodzi to nazajutrz nikomu. Oczywiście ważnym rytuałem jest także to, że kolejki opuścić nie można. Bo wówczas wszyscy krzyczą. I nie pomyślą, że dla nich zostanie więcej... Chociaż po piątej kolejce, myśli się już raczej ciężko...

alt

Dosyć oryginalnym obyczajem są również różne kretyńskie pozdrowienia, wypowiadane w czasie kolejki. Zdrowie, bania... Albo sam rytuał otwierania flachy: łokieć, pięść, czoło. Przy drugiej flaszce kolejność ta ulega znacznym perturbacjom. Podobnie, jak i samo czoło, przy flaszce następnej...

Nieodłącznym elementem picia, jest również patriotyzm, jaki każdy z imprezowiczów dostaje standardowo przy trzecim promilu. Wówczas jedni się bratają, drudzy kłócą. Niektórzy się biją, inni ich rozdzielają. I co ciekawe – za każdym razem powtarza się wówczas oryginalny schemat: walczące strony dochodzą do porozumienia, wspólnym siłami sugerują „porządkowemu” aby nie przeszkadzał, po czym kontynuują wzajemne spuszczanie sobie łomotu.

Wspomniany patriotyzm, każe także atakować niewątpliwych nieprzyjaciół, jakimi są wszystkie przydrożne kosze na śmieci i latarnie. Wychodzić na dachy stojących na parkingu samochodów, w celu pozyskania lepszej widoczności (czy przypadkiem kolejna dywizja śmietników na nas nie natrze za kilka sekund) i wywracanie znaków drogowych. W akcie zemsty za to, iż sam znak na słupie jest zamocowany na tyle wysoko, że nie można go od razu trzepnąć ręką.

Na drugi dzień, zazwyczaj budzi nas niepospolite pragnienie. I ból głowy. Z reguły pod sam wieczór. Wstajemy, oglądamy poniszczone spodnie i wczorajszy obiad na własnych butach. Przeszukujemy wszystkie kieszenie w poszukiwaniu przepitej stówki (a kto dzwonił przy barze?), albo i całe miasto, w poszukiwaniu zaginionego w czasie prowadzonych działań bojowych telefonu. Kiedy już go znajdziemy, spotykamy się z kumplami, którzy również w wyniku przeprowadzonych dzień wcześniej działań inwazyjnych, doznali poważnego uszczerbku na zdrowiu.

Po kilku dzbanach wody (a w przypadku braku kranu, czy rzeki – po kilku doniczkach), zaczynamy dyskusję. Każdy rzuci to, co pamięta. Składa się to na całość, która z reguły dowodzi że nikt nie pamięta niczego. Ale lista dokonanych zniszczeń rośnie w oczach, niestety – pokrywając się z rzeczywistością. Podobnie jak radość, że „pały nas nie złapały”. Nie szkodzi – i tak za zdewastowane kosze zapłacimy. Z podatków. A w kolejny piątek znów będzie dyskusja, gdzie się podziewają publiczne pieniądze.

Krzysiek Zając

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj RSS
+/-
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock:
:X:side::):P:unsure::woohoo::huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

NowePodhale.pl - Wszelkie prawa zastrzezone

statystyka