Konie zagrały, czyli o tych co nie lubią jeździć autostopem

Można mieć samochód. Albo samochód. I jak się okazuje: jedno nie zawsze jest równe drugiemu. Wiedzą o tych chłopcy z nowo - powstającego na Podhalu klubu motoryzacyjnego Nowy Targ Tuning Club. [FOTOREPORTAŻ Krzyśka Zająca]


Jak się zaczęło? Najpierw każdy z nich bawił się chińskimi resorakami. Później stali się więksi, więc przyszedł czas na większe zabawki: prawdziwe samochody. A kiedy już dorośli, w końcu się zakochali. W swoich maszynach. Więc robili wszystko, aby ich pojazd był tym jedynym w galaktyce. Swoje auta podrasowali zarówno optycznie, jak i mechanicznie.

Pierwszy tuning polega na zmianie wyglądu samochodu: najczęściej – na bardziej sportowy. Do seryjnego samochodu montuje się inne reflektory. Obniża się zawieszenie, felgi zamienia na o dwa cale większe, a standardowe opony – zastępuje niskoprofilowymi. Żeby samochód lepiej trzymał się drogi. Potem czeka sportowe malowanie karoserii, dołożenie „brewek” zmieniających kształt świateł, progów, zderzaków i spojlera. I na koniec – trzeba obowiązkowo zdemontować logo marki z grilla. Bo auto już nie jest egzemplarzem seryjnym.

Typowe podejście do tuningu: skoro jest basowy wydech, to za kierownicą musi siedzieć dziecko...

Z kolei tuning mechaniczny, to zmiana standardowych osiągów samochodu. W zamierzeniu – na wyższe, chociaż w praktyce różnie bywa. Ale chłopakom z NTTC akurat wszystko się udało. Można zwiększyć moc silnika, poprzez dołożenie intercoolera i turbosprężarki. Zawieszenie się utwardza, a do środka kabiny pasażerskiej – wstawia klatkę. Czyli rurową konstrukcję, dzięki której auto w czasie dachowania nie zostanie zgniecione. Do tego sportowe fotele zwane „kubłami” i mocniejsze pasy bezpieczeństwa.

Jeden tuning, nie zawsze musi iść w parze z drugim. Zależy na czym komu zależy bardziej – mówi jeden z chłopaków. Nieraz samochód jest nie do odróżnienia od pozostałych. Dopóki światło nie zmieni się na zielone... Więc pytam, ile kosztuje w samochodzie taka wymiana... połowy samochodu. Globalny odpowiada, że wszystko jest uzależnione od właściciela. Jeśli zmiany mają być niewielkie, a tuningowiec jest prawdziwym miłośnikiem grzebania pod maską – można się zmieścić w półtorej tysiąca. A jeśli nie? Górnej granicy nie ma: nieraz wartość zmian przerasta wartość samego samochodu. Tak – jak duma właściciela, samego właściciela.

Czym się różnią kobiety od mężczyzn? Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli dwóch facetów spotka się na jednej imprezie i zauważą, że się identycznie ubrali, jest to doskonały powód do nawiązania dozgonnej przyjaźni. Z samochodami jest podobnie: jeśli ktoś ma podobne zainteresowania, dlaczego z nim o tym nie pogadać? Więc chłopcy gadać zaczęli. W efekcie – po miesiącu rozmów padł pomysł na otwarcie klubu. 29 kwietnia chłopcy założyli forum internetowe. Teraz już myślą o rejestracji stowarzyszenia i założeniu strony internetowej (nttc.pl). Samochody okleili klubowymi naklejkami i zaprzyjaźnili się z drugim klubem – MotoXteam.

Na początku było ich trzech, potem pięciu. Teraz jest już prawie pięćdziesięciu. Nie wszyscy mają podrasowane samochody, ale – wszyscy lubią w nich grzebać. Dlatego, co jakiś czas organizują spoty – zjazdy, które są okazją do dyskusji o tym, co pod maską piszczy. I dlaczego akurat piszczy, skoro powinno mruczeć delikatnym basikiem. O tym, który z okolicznych mechaników potraktuje z równą delikatnością cacko na czterech kołach, jak i portfel właściciela. O tym, kto lepiej zoperował swoje auto i wreszcie – dlaczego ten co miał pilnować grilla tak się zagadał, że spalił wszystkie kiełbaski...

Maskotka ostatniego spotu.

Na ostatni spot nowotarscy tuningowcy wybrali plac targowy. Miało być piętnaście aut, przyjechało 19 i dwa motory. Więc była okazja do otwarcia masek, posłuchania silników i porównania nagłośnienia. Potem karawana przerobionych samochodów miała pojechać do Krauszowa nad jeziorka. Więc zrobiłem serię zdjęć i wsiadłem do samochodu redakcyjnego. Chociaż stuningowany nie był, liczyłem na to, że chociaż przez moment uda mi się odrobinę ostrzej depnąć. Ale – dwadzieścia kilka pojazdów pojechało przepisową pięćdziesiątką. Na miejscu pytam Globalnego – jednego z założycieli klubu, po co rasować silnik, skoro pali więcej a i tak się tego nie wykorzystuje. I po co głośniki wielkości pizzy w bagażniku, skoro grają na trzy procent mocy. Ot – hobby takie. Chodzi o satysfakcję z tego, że samochód wiele może, a nie o to aby to wykorzystać. Drugi z chłopaków dorzuca, że tacy którzy to wykorzystują w środku miasta, wypracowali jedynie to, że policja od razu patrzy podejrzliwym okiem na każde stuningowane auto. Nie uwierzyłem, ale zobaczyłem: kiedy kawalkada samochodów objeżdżała nowotarski Rynek na zakończenie mini-zlotu, na koniec „parady” dołaczyła się... policyjna Kia Sportage.

Więc pytam Globalnego, jak do klubu można dołączyć. Aby było krócej – powiedział kogo nie chcą. Ludzi z tak zwanym wieś-tuningiem. Czyli wyjaśniając laikom: geniuszy, którzy ogon jumbo-jeta potrafią zamontować do malucha. Za to, aby się do klubu dostać – wcale nie trzeba mieć drogiego samochodu. Bo byłoby to krzywdzące. Chodzi o pasję, więc do klubu mogą się dostać także dziewczyny. Chociaż – przynajmniej zdaniem niektórych – tutaj pasja może być podwójna...

Krzysiek Zając




Galeria: zobacz spot. Nie reklamowy, a tuningowy (foto: Krzysiek Zając):

 

 

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj RSS
+/-
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock:
:X:side::):P:unsure::woohoo::huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

NowePodhale.pl - Wszelkie prawa zastrzezone

statystyka