Gra świateł bez świateł [ŚWIĘTO PUBLICYSTYKI]
Środa, 10 Czerwiec 2009 21:11
Zawsze kiedy do wyboru była relacja z pożaru oraz imprezy kulturalnej, wybierałem pożar. Ale od poniedziałku wiem, że poezja też może człowieka rozpalić...Miał być wieczorek poezji. Czyli impreza którą najlepiej opisać, urywając się z niej po kilku minutach. Nie dlatego, żebym nie lubił wierszy (inna sprawa, że rzeczywiście za nimi nie przepadam). Ale dlatego, że zazwyczaj spotkania „recytatorów” w na Podhalu wyglądały tak, jak recytacja inwokacji z Pana Tadeusza przez uczniów czwartej klasy szkoły podstawowej. Stękanie, dukanie i jęki. Męki słuchaczy i pracowity wieczór suflera. Ale generalnie świadczy to o ich niebywałym zaangażowaniu: skoro Mickiewicz cierpiał pisząc epopeję, słuchacze pocierpieć mogą również. Ostatecznie – właśnie po to tu przyszli...
Dlatego kiedy wszedłem na salę widowiskową MOKu, poczułem się mile zaskoczony: zamiast pustej sceny jest dekoracja i projektor. Z lewej strony sceny siedzi chór, po prawej – orkiestra. Skrzypce, kontrabas, altówka, perkusja, miniatura dzwonów rurowych i... gitara elektryczna. Znalazł się nawet potężny gong. Taki, jakim na zupę zwoływano żołnierzy za czasów imperium austro-węgierskiego.
Przedstawienie się rozpoczęło od delikatnego szumu grzechotek. Do nich stopniowo zaczęły dołączać kolejne instrumenty, dając piorunujący efekt: skrzyżowanie jazzu kontynentalnego z irlandzkim folkiem. Muzyka zaczęła się nasilać, a kiedy osiągnęła efekt kulminacyjny, nagle ucichła. Aktorzy z „Piwnicy Świętego Norberta” zaczęli śpiewać wiersze Norwida i Wojtyły. Jeden z nich – głosem który brzmiał jak elektronicznie zmodyfikowany vocal z hardstyle'u, z efektami drumli. Jak się okazało – nie używał do tego żadnych technicznych „wspomagaczy”. Zapytałem go o to z ciekawości w kulisach, bo zawsze lubiłem hardstyle: wszystkie dźwięki wykonywał za pomocą gardła, krtani i języka.

W dalszej części widowiska, do aktorów dołączył chór, później – tancerze z baletu „Cracovia Danza”. Ubrani w długie, powłóczyste stroje z tiulu, zwinnie się poruszający, przy grze świateł imitującej na przemian piekło i niebo, wypadli świetnie.
Dlatego jestem pełen podziwu dla Andrzeja Roga, który wyreżyserował spektakl. Można nawet powiedzieć, że jestem dla niego na równi pełen podziwu, co gniewu. A zirytował mnie bardzo, zakazem używania lampy błyskowej, co odbiło się wyraźnie na jakości zdjęć. Chociaż – nawet jeśli fotografie byłyby doskonałe – i tak nie oddałyby klimatu przedstawienia...
Krzysiek Zając
Galeria: Zobacz grę świateł i reżysera i zdjęcia bez gry światła lampy błyskowej (foto: Krzysiek Zając):
| Komentarze |
|
3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."
| < Poprzednia | Następna > |
|---|
Podobne artykuły
| Napisz do nas-Zgłoś Błąd lub Naruszenie-Archiwum-Reklama w Serwisie-Regulamin serwisu-RSS |
Polecamy Program Intuica - Księga Handlowa
NowePodhale.pl - Wszelkie prawa zastrzezone



