Polityczne derby Podhala: PO vs PiS. Sędziuje Krzysiek Zając. [ŚWIĘTO PUBLICYSTYKI]

W ostatnim tygodniu PiS i PO zorganizowały przedwyborcze konferencje w Nowym Targu? Co mieli do powiedzenia kandydaci? I co z tego wyszło? Satyryczny fotoreportaż Krzyśka Zająca.

 


Ostatnio Nowy Targ odwiedzili eurokandydaci PiSu (konferencja opóźniona 15 minut) i Platformy (30 min. spóźnienia). Chociaż mówiąc językiem kościelnym – PiS i PO nie odwiedziły, a „nawiedziły” nasze parafie. I określenie kościelne pasuje tu bardziej, ponieważ rzeczywiście co poniektórzy na konferencjach zachowywali się, jakby byli nawiedzeni. Przez ducha przynajmniej.

 

Gwiazdy i taniec z laskami. Wynik – 1:1.

Zarówno i „Platfusów”, jak i „Pismaków” na konferencjach pojawiły się gwiazdy. W Euroregionie Tatry był to Bronisław Komorowski (marszałek Sejmu), w MOKu – Zbigniew Ziobro (vice-szef PiSu, były minister sprawiedliwości). I obie gwiazdy miały wiele wspólnego z laskami: Zbigniew pocałował w rękę Joasię z TVP, która niewątpliwie jest bardzo przystojną laską. Reszta dziennikarzy potwierdzi. Z kolei Bronisław mówił o „gryzieniu tak zwanej laski” przez PiS. Prawdopodobnie miało to być śmieszne, ponieważ śmiała się cała sala. Ale generalnie jak takie coś się słyszy z ust marszałka Sejmu, można się zacząć wstydzić własnej polskości.

Każda z konferencji zaczęła się od przemówienia gwiazdy. Ziobro po prostu mówił sympatycznie, Komorowski – przemawiał. Przez duże Pe. Z olbrzymią gorliwością, ale na tyle długo, że w pewnym momencie wójt Jan Smarduch nie wytrzymał i zaczął mu wymachiwać pięścią. O czym mówili? Generalnie, jak na polityków przystało: nic konkretnego. Ziobro o tym, czego nie zrobiła Platforma, Komorowski – o tym jak PiS straszy ludzi.

 

Sami kandydaci, czyli 2:2 dla PO. Dla PiSu, też 2:2.

W tej kategorii – również remis. Dlaczego? Żaden z eurokandydatów PiSu nie powiedział, co chce zrobić po zwycięstwie, ci z PO przynajmniej próbowali. PO pomimo zapowiedzi, na pytania nie odpowiadało, PiS – owszem. O co więc pytała publiczność? Generalnie o Radio Maryja, Trwam TV i niezawisłość polskiego sądownictwa. Co mówili o programie kandydaci PO?

Franciszek Adamczyk zaczął od usprawiedliwienia swojego spóźnienia: ot – nie był na czas, "bo nie załapał się jak Kurski na kolumnę na sygnale". Potem udowodnił, że UE nie zabiera Polsce wolności. Nawet było to całkiem mądre, ale o własnym programie – ani słowa. Jego następca – Leszek Zegzda nie musiał się usprawiedliwiać, więc się pochwalił. Tym że na liście jest wśród wspaniałych ludzi. I tym, że już umie wymówić nazwisko Róży Thun. Potem Andrzej Gut-Mostowy oznajmił, że Zegzda, jeden z dziesięciu (kandydatów na liście PO) ma skończyć. I tak się złożyło, że na program czasu zabrakło...

Swoje dwie minuty otrzymał także Bogusław Sonik. Wydawałoby się, że nazwisko Pana Sonika sprawi, iż będzie opowiadał o sprzęcie car-audio w rządowych limuzynach. Ale on mówił o swoim przywiązaniu do takich wartości, jak ziemia ojczysta, praca i wolność. I jako jedyny powiedział, o co będzie walczył w europarlamencie: o obronę tradycyjnych wartości. I tym – podbił moje serce.

Jako kolejny na mównicę wyszedł Kostek. Brak szacunku, że zdrabniam nazwisko tak wielkiego polityka? Cóż, tak został przedstawiony przez prowadzącego. Jak się później dowiedziałem – naprawdę nazywa się Konstanty Miodowicz. Z Rokitą za komuny zakładał pacyfistyczny ruch „Pokój i wolność”. Przez co (jak się mówi nieoficjalnie), o mało nie wyleciał z partii Tuska. Dlaczego? Bo ponoć „Pokój i wolność”, brzmi po angielsku jako „PiS & freedom”. Ale ostatecznie w PO został. I dobrze, bo jako jedyny potrafił przedstawić swój program: obrona środowiska, walka o interesy Polaków, ale także i europejczyków. Oraz propagacja (nie mylić z profanacją) historii Polski wśród młodych europejczyków.

Całe szczęście, że zajmie się tym choć jeden polityk. Bo do tej pory młodzi Niemcy w większości, na pytanie o to czym jest Dachau, odpowiadało że... jakaś dyskoteka pod Berlinem. Cóż, zapraszamy ich więc na szaloną imprezkę: dziś w programie jest techno. Gra Dj Hans na CKMie. Metoda nauki historii wyjątkowo kontrowersyjna, ale skuteczna zarazem. Przynajmniej dla tych, którzy przeżyją pierwszą lekcję.

Na koniec, na mównicę weszła Róża Maria Grafin von Thun und Hohenstein. I już na początku prowadzący udowodnił, że wbrew twierdzeniom PiSu Róża Thun jest stuprocentową Polką, a jej nazwisko panieńskie to Woźniakowska. I czym Róża nas zaskoczyła? Przede wszystkim swoją kobiecością: po wyjściu przed ludzi, odruchowo poprawiła lewą ręką swoją fryzurę. A potem wykazała, jak bardzo wspiera ją jej mąż. Przykładna żona i przykładna obywatelka, ponieważ nawet najwięksi pacyfiści po usłyszeniu jej słów poszliby do wyborów. Gorliwość, za którą się chwali.

 

Sztab wyborczy, czyli 3:2 dla PO.

W końcu, PO zaczyna w naszym rankingu prowadzić. Wszystko, dzięki młodym sztabowcom. Ci z Platformy, byli wyjątkowo waleczni: w walecznych nastrojach nawet konsumowali ciastka. Od razu widać, że wiedzą o co walczą. Co więcej – dziewczyny w sztabie PO były wyjątkowo piękne: urodę jednej z nich doceniliśmy z kolegą z konkurencyjnego portalu. Ale potem nam przeszło. Mianowicie wtedy, kiedy dowiedzieliśmy się, że nie jest z mediów tylko z PO. Nie dlatego, że akurat trafiła do Platfusów, a dlatego że ciężko być obiektywnym dziennikarzem, kiedy Twoja dziewczyna jest w partii. Więc odpuściliśmy.

Dziewczyny ze sztabu Pismaków były równie seksowne. Czemu więc PiS przegrywa tę rundę? Ze względu na nastawienie bojowe sztabowiczek, które uciekały przed naszymi obiektywami. Zupełnie, jakby nie wiedzieć czemu, wstydziły się za braci Kaczyńskich. Tylko pytanie – dlaczego?

 

Publiczność, czyli PiS zdobywa kolejny punkt i mamy 3:3.

Na obu konferencjach doszło do nieprzewidzianych wystąpień publiczności. W przypadku PO - na środek wyszła kobieta, której mąż został inwalidą w wypadku samochodowym, jaki jej zdaniem – spowodował poseł Franciszek Adamczyk. Nie klęła, nie krzyczała. Jedynie – w kulturalny sposób domagała się wyjaśnień, dlaczego sprawa ciągnie się latami, a po wypadku – posła nikt nie zbadał alkomatem. I dlaczego postać, która ma na koncie niewyjaśniony wypadek, teraz kandyduje do PE. Widać było, że przeżyła wielką tragedię, a z tragedii drugiego człowieka nigdy nie śmiałem się na żadnym z portali. I tak zostanie.

Za to śmiać można się było z tego, co zaszło na konferencji PiSu. Bo tam, pewien staruszek w ciągu ułamka sekundy nawrócił cała salę: kiedy tylko niczego nieświadoma dziewczyna z Rabczańskiego PiSu podała mu mikrofon, na całej sali dało się usłyszeć gromkie „O Jezu!”. Z tylnego rogu padło nawet: „Zabierzcie mu ten mikrofon!”. Ale poczciwy dziadek mikrofonu oddać nie chciał, więc przynajmniej dziennikarze się nie nudzili. Oczywiście potem pani Ola mikrofonu dać nie chciała żadnemu z seniorów. Więc jeden z nestorów nowotarskiego społeczeństwa, widząc że się nie wypowie publicznie, postanowił zabawić się w Tomasza Lisa. Podszedł do dziennikarzy i zakrzyknął: „Panowie, co z tą Polską?!”. A potem, już żaden z nas Ziobry nie słuchał. Bo w kącie sali mieliśmy wykład „Etyka dziennikarska w mediach i życiu codziennym”. I smutno nam nie było: na zdjęciu macie dowód: radosny i wdzięczny Tomasz Krzyściak z jednego z podhalańskich portali. Razem z naszym wykładowcą.

W każdym razie, na konferencji PiSu się nie nudziłem. A, że pośmiać się lubię, punkt przyznaję Pismakom. „PiS gola!!!”.

 

Kandydaci dwa, czyli ostatnia runda

PiS w samym finiszu się nie popisał: drużyna wystawiona przez partię Kaczyńskich, cały finał naszego meczu przespała. Za to wiele zrobili europosłowie PO, którzy próbowali sobie strzelić samobója: zgodnie z przyzwyczajeniem z ław sejmowych, całą konferencję przesiedzieli z komórkami w rękach. Co prawda, to samo robił napastnik Ziobro (a raczej – obrońca, bo z zawodu jest adwokatem). Ale że komórką bawił się przed konferencją, nic się nie stało. Ostatecznie w ramach przedmeczowej rozgrzewki, każdy strzela do własnej bramki. A co z hańbiącym samobójem Adamczyka i Sonika? Można uznać, że obroniła go swoim tańcem „Tańcząca z Góralami” Róża Thun. A jak tańczyła – widać na zdjęciu.

 

Uzasadnienie werdyktu sędziego

Co dalej, skoro Podhalańskie derby polityczne zakończyły się remisem 3:3? Cóż – rewanż siódmego czerwca, przy urnach. Kto wygra tym razem, nie wiadomo. Ale wiadomo, że warto iść do wyborów, bo w ten sposób decydujemy o naszej przyszłości. A jeśli nie ma na kogo głosować, jak argumentuje większość społeczeństwa? Nieważne: idźcie i tak. Wówczas wybieracie nie tego który Polsce pomoże, a tego który jej mniej zaszkodzi.

Krzysiek Zając

 

Galeria: Derby Polityczne Podhala: zdjęcia z meczu PiS vs PO (foto: Krzysiek Zając):

 

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj RSS
+/-
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock:
:X:side::):P:unsure::woohoo::huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

NowePodhale.pl - Wszelkie prawa zastrzezone

statystyka